Szukaj
  • Krzysztof Łucjan

Rozmowa z moim guru Kagi



KL: Алексей to zawodowy trader rosyjski działający na rynkach azjatyckich. Guru dla mnie jeżeli chodzi o wiedzę na temat wykresów Kagi, zresztą nie tylko o ten wycinek wiedzy tutaj chodzi. Spotkaliśmy się od roku 1997 kilka razy, poniżej mniej wiecej wierne odwtorzenie rozmowy jaką przeprowadziliśmy w 2019 roku we Lwowie. Zgodnie z życzeniem upubliczniam jedynie imie, jeżeli ktoś chciałby trafić na wykłady w Petersburgu to jestem w stanie ten proces ułatwić.


KL: Алексей na początek pytanie, które mnie zawsze najbardziej ciekawiło. Dlaczego po wpisaniu Twojego imienia i nazwiska w wszechwiedzące google nie otrzymujemy praktycznie żadnych informacji o Twojej działalności inwestycyjnej


A: Krzysztof, kiedy byłem w Twoim wieku jedyne google, jakie dane mi było poznać to te zakładane na kaukaskich trasach narciarskich, kiedy pokonywałem, czasami dla przyjemności a czasami dla pracy, kilometry na swoich ukochanych nartach biegowych. Później najważniejszym dla mnie aspektem pozostała sfera prywatności i zapewne dlatego tak mało informacji jest dostępnych dla szerszego grona ludzi


KL: W takim razie prosiłbym Cie tylko o zdradzenie najważniejszych faktów z Twojego życia, oczywiście z naciskiem na działalność inwestycyjną


A: W tym roku kończę 76lat, urodziłem się w Krasjonarsku i całe moje dzieciństwo związane było z rybołówstwem na jednej z najbardziej wymagających rzek w całym regionie /Yenisey – KL/. Zawsze jednak priorytetem dla moich rodziców była edukacja i tylko dzięki nim udało mi się osiągnąć to, co dla wielu dzieci z tamtego regionu było praktycznie niemożliwe. To dzięki rodzicom pracę na rzece udawało mi się pogodzić ze szkoła i to na tyle dobrze, iż finalnie znalazło się na dla mnie miejsce na Petersburskim Uniwersytecie Państwowym, gdzie skończyłem z wyróżnieniem matematykę. To z kolei otworzyło mi drogę do kariery na rynkach finansowych.


KL: Rosyjski rynek finansowy w tamtych czasach nie miał za wiele do zaoferowania, jak to się stało, iż dzisiaj można Cię nazwać jednym z bardziej doświadczonych ludzi na rynkach azjatyckich


A: Oczywiście w życiu połowę rzeczy możesz zdobyć dzięki sobie, ale niestety tę drugą głównie dzięki szczęściu. Ty tych czasów oczywiście nie pamiętasz, ale kiedyś nie moglibyśmy sobie swobodnie porozmawiać siedząc w tej lwowskiej kawiarence. Moje szczęście oparło się o wymianę naukową z tokijskim instytutem matematyki na którym wypatrzył mnie jeden z większych, jak na tamte czasy, człowiek zajmujący się zarządzaniem stopą procentową. Kontynuując prace naukowe mogłem podzielić się swoją wiedzą w modelach, jakie stosowaliśmy wówczas do zabezpieczenia pokaźnych transakcji handlowych a także wykorzystywać je do pierwszych, przynajmniej dla mnie, transakcji na tokijskim rynku akcyjnym


KL: Rozumiem, iż takie były początki, ale gdzieś w tej drodze musiałeś postawić na- nazwijmy to nowocześnie- trading, a nie na karierę naukową.


A: nawet wiem, gdzie to było (śmiech). Powiedzmy, iż wypiliśmy wtedy z moim wspólnikiem naprawdę wiele Shōchū po czym, jak się obudziłem wiedziałem już, iż to właśnie działalność inwestycyjna będzie tym tematem, na którym postaram się skupić przez kolejne lata


KL: Pamiętam z naszej rozmowy w pociągu do Petersburga (w roku bodajże 1997), iż to przejście na zawodowstwo było niezwykle z dzisiejszego punktu widzenia profesjonalne


A: To Twoja ocena. Założyliśmy nieformalny klub inwestora, tak aby móc wykonywać jakiekolwiek poważniejsze ruchy na rynku tokijskim. Pamiętajmy, iż do lat dziewięćdziesiątych był on bardziej poważany niż WallStreet, co z jednej strony dawało naprawdę duże możliwości inwestycyjne ale z drugiej próg wejścia był przynajmniej z mojego punktu widzenia gigantyczny. Stworzenie grupy inwestorskiej musiało mieć charakter trwałego związku, gdzie na rozwód nie było praktycznie żadnej szansy przez kilkanaście dobrych lat. Musisz sobie zdawać sprawę, iż znalezienie takiej grupy osób też nie było wcale takie łatwe


KL: Rozumiem, iż w tej grupie mieliście podział na różnego rodzaju specjalności, co w konsekwencji doprowadzało do zawierania pozycji opartych na czymś w rodzaju obecnych komitetów inwestycyjnych.


A: Tak można to nazwać, chociaż grupa ta była niezwykle zróżnicowana i wykształcenie uniwersyteckie miały tylko trzy osoby. Pamiętajmy, iż to nie były czasy, kiedy na Uniwersytet mógł pójść każdy a już na pewno nie każdy był w stanie w jakikolwiek sposób je ukończyć. Podejmowanie decyzji z jednej strony musiało mieć charakter szybkich konsultacji z drugiej każdy większy ruch skutkował wieloma wieczorami rozmów. Nie ukrywam, iż nie były to raczej rozmowy przy herbacie…


KL: Tak, ową „herbatę” poznałem dosyć szybko podczas naszej trzydniowej podróży Z Warszawy do Petersburga


A: Pamiętam, iż kojarzyłeś ją mniej więcej do Grodna


KL: Tak. Do pociągu i przeprowadzonych tam rozmów jeszcze wrócimy. Jeżeli możesz coś więcej powiedzieć jeszcze o tej grupie tokijskich inwestorów. Jakim dysponowaliście kapitałem, na czym opieraliście swoje decyzje, jak przebiegała Wasza współpraca


A: Na początku zarysowana linia podziału opierała się na dostarczaniu wiedzy, w czym brylowała między innymi moja osoba, oraz dostarczeniu kapitału. Tutaj zdecydowanie przez długi okres czasu zajmowałem jedno z ostatnich miejsc. Moja wiedza matematyczna była jednak niezbędna do zawierania przemyślanych decyzji, co zostało udowodnione przy moim pierwszym zetknięciu się z rynkiem finansowym na płaszczyźnie stóp procentowych. Z biegiem czasu granica, o której tutaj mówię, lekko się zacierała a grupa, chociaż wielce zróżnicowana, była naprawdę solidnym monolitem. Jeżeli chodzi kapitał nie chce tutaj wchodzić w szczegóły, ale byliśmy graczem nazwijmy to średniej wielkości, chociaż gdyby zaszła taka potrzeba mogliśmy wejść na schodek, który byłby już mocno zauważalny przy kilku specyficznych transakcjach rynkowych.

KL: Czytelnikom zdradzę, iż nasza historia to niejako moja ulubiona część podczas wykładów uniwersyteckich. To, co ją szczególnie wyróżnia to kwestia wykresów Kagi, które dla mnie były zdecydowanie przełomem, jeżeli chodzi o proces inwestycyjny na rynku giełdowym (wtedy GPW). Czy Ty uważasz się za guru w temacie Kagi i to właśnie ta metoda była głównie wykorzystywana przez Ciebie w owym „klubie inwestorskim”


A: Jak sam zapewne doskonale wiesz, aby coś poznać dokładnie trzeba się temu poświecić przez lata. To obecnie wydaje się młodzieży, iż są w stanie zgłębić potrzebną wiedzę w kilka czy kilkanaście godzin wykładów. Tymczasem jest to niemożliwe. Wykresy Kagi zaczęliśmy stosować w sposób przemyślany i poważny mniej więcej po czterech latach od zawiązania naszej grupy


KL: Więc uważasz się z guru Kagi czy nie?


A: Nie wiem czy guru ponieważ dla mnie guru wykresów Kagi to człowiek uczący mnie tej metody, ale powiem, iż wykresy Kagi obecnie nie są mnie w stanie niczym już zaskoczyć, przynajmniej z naukowego punktu widzenia


KL: No dobrze, czyli guru. Pozostańmy jeszcze przy Kagi. Obecnie badanie skuteczności tej metody jest łatwiejsze z powodu mocy obliczeniowej komputerów, dostępności danych i wszelakich ułatwień, jakie otrzymujemy na dzień dobry. Kiedyś, także za moich czasów młodzieńczych to wszystko trzeba było robić ręcznie


A: Ja to dalej robię ręcznie. Papier milimetrowy i ołówek to wciąż dla mnie większa wartość niż laptop.


KL: No tak- dopóki nie narysujesz nie zrozumiesz


A: Zawsze to powtarzam


KL: Z mojego punktu widzenia główną zaletą wykresów Kagi jest zaburzona jednostka czasu. Owszem dzięki niej udawało nam się w działach zarządzania wykonywać kluczowe ruchy, ale teraz z perspektywy czmogę powiedzieć jedno- stworzenie atrakcyjnego systemu transakcyjnego na bazie Kagi to rzecz niezwykle trudna


A: Tutaj jest między nami zasadnicza różnica. Ty poszedłeś w stronę automatyzmów, dla mnie wciąż liczą się decyzje nazwijmy to manualne. Tutaj wykresy Kagi są wciąż dla mnie podstawą działania


KL: Oczywiście, pomimo tych 20 lat na rynku, być może wciąż znam wykresy Kagi tylko na poziomie podstawowym


A: Wiesz doskonale, iż tak nie jest, zresztą dyskutowaliśmy o tym już wielokrotnie. Według mnie automatyzacja decyzji opartych na wykresach Kagi nie jest wcale zbyt trudna i przy zasadach, jakie stosuje osobiście wyniki tej strategii muszą pokrywać się w dużej mierze z wynikami osiąganymi na głównych portfelach inwestycyjnych. Klucz, jak zawsze tkwi w szczegółach


KL: Nie chce tutaj zanudzać wszystkich samym tematem Kagi, bo jest on tak szeroki, iż na jego temat moglibyśmy zrobić kilkadziesiąt wykładów. Kolejne pytanie mnie jednak jeszcze bardziej frapuje- dlaczego brak nam Twojej książki


A: Czas to coś czego nie kupimy. Kiedyś doszedłem do wniosku, iż nie zamierzam go tracić na przelanie swoich przemyśleń na papier. Teraz spoglądam na to trochę inaczej, ale jest już raczej za późno, aby w tym wieku zajmować się publikacją książki


KL: No dobrze. Co stało się z ową grupą inwestorską. Działa do dzisiaj?


A: Przypomnę Ci tylko o swoim wieku. Zakładając ją byłem jednym z najmłodszych członków. Resztę dopowiesz sobie sam


KL: Przechodzimy więc do Алексейa tradera


A: Od prawie 30 lat rzeczywiście możesz mnie tak nazywać


KL: Wracam więc do pytania. Dlaczego nie jakiś otwarty fundusz, dlaczego działanie tylko na własną rękę


A: Mówiłeś o podejmowaniu decyzji w oparciu o komitet inwestycyjny. Lubiłeś te komitety?


KL: W swojej najważniejszej pracy w Krakowie lubiłem. Oprócz tego nieszczególnie


A: Otóż to. Jeżeli znalazłeś swój dom w jednym z funduszy to podejmowałeś decyzje w oparciu o ogólny szacunek i zrozumienie. Nasza grupa, dzięki Bogu, była właśnie takim miejscem. Nie sądzę, abym mógł znaleźć to po raz drugi.


KL: Więc jaki jest Алексей trader?


A: Niezależny


KL: Spełniony?


A: Człowiek nigdy nie jest spełniony, ale nie można na życie spoglądać z wiecznym niedosytem. Pod względem inwestycyjnym przeżyłem praktycznie wszystko, co mogłoby być bazą do tego jak to nazywamy „doświadczenia”


KL: Warto było? Może więcej radości przyniosłaby jednak ta uniwersytecka matematyka


A: Nigdy nie oglądałem się za siebie. Nigdy nie poznałbym tych ludzi, których poznałem. Owszem poznałbym zapewne równie wartościowych, ale sam wiesz jakich emocji dostarczają rynki finansowe. Kto nie przeżył nie zrozumie


KL: Wiadomo sukcesy to sukcesy. Czy rozłożenie odpowiedzialności na kilka osób pomagało Ci poradzić sobie psychicznie z najtrudniejszymi momentami, jakich każdy doświadczony inwestor przeżył wiele


A: Pomagała nam ta wspomniana herbata… a tak poważnie rozłożenie odpowiedzialności nigdy w niczym nie pomaga. Czujesz się odpowiedzialny za wynik lub też nie.


KL: Najtrudniejszy moment w karierze?


A: Moment, kiedy się spotkaliśmy czyli rok 1997.

KL: Pociąg był komfortowy….


A: Pociąg tak. Pamiętasz jednak, iż to okres kryzysu azjatyckiego. Jak w każdym kryzysie pewne modele trzeba traktować z jeszcze większym szacunkiem. Dla mnie osobiście tamtejsze wydarzenia to głównie problemy płynnościowe, co wcześniej było praktycznie nie do pomyślenia


KL: Problemy płynnościowe to obecnie jedno z głównych zagrożeń tradingowych, zwłaszcza przy wzmożonym handlu algorytmicznym


A: Zdecydowanie tak. Zabrzmi to może brutalnie, ale cieszę się, iż żyłem w czasach, kiedy udział procentowy handlu elektronicznego nie był aż tak duży. Obecnie przystosowanie się do nowych warunków nie jest może aż tak trudne nawet dla ludzi z mojego pokolenia, ale z tyłu głowy mamy, iż czasami nasze zlecenia mogą naprawdę przestać mieć znaczenia przynajmniej z punktu widzenia matematycznych wytycznych ich ustawiania


KL: Czy cała Twoja kariera związana jest z rynkiem japońskim czy też dałeś sobie z tym spokój i przeszedłeś na rynek amerykański


A: Myślałem, iż zapytasz czy inwestuje w Polsce


KL: Mogłem Cię kiedyś namówić na CDR….


A: Spokojnie miałem wiele takich perełek. Jeżeli chodzi o pytanie to całe moje życie związane jest z rynkiem tokijskim i to tam zakończę swoją karierę. Rynek amerykański owszem jest u mnie pozycjonowany, ale w stopniu ograniczonym


KL: Rozumiem więc, przepraszam za szczeniacki dobór słów, postawiłeś na bryndzę i praktycznie silną bessę zamiast permanentnej hossy


A: Dobra jest ta Wasza bryndza? Oczywiście patrząc z boku każdy może powiedzieć, iż mój sentyment zniwelował moje możliwości inwestycyjne, ale ja mówię co innego. Inwestuj tam, gdzie parkiet nie ma przed Tobą żadnych tajemnic.


KL: Teraz wszystkie rynki działają podobnie


A: Podobna to jest Ukrainka do Rosjanki a całują zupełnie inaczej.


KL: Pomówmy o konkretach. Jaka stopa zwrotu jest dla Ciebie obecnie satysfakcjonująca


A: Każda powyżej zera. Mogę powiedzieć każda powyżej rentowności 10letnich obligacji, ale sam wiesz w jakim kierunku poszła owa rentowność.


KL: Przez lata musieliście mieć, nazwę to nowocześnie, targety wynikowe


A: Przez wiele lat zakładaliśmy stopy zwrotu na poziomie około 15% rocznie. Wykonywaliśmy je z nawiązką


KL: Żadnych wpadek, żadnych stratnych lat?


A: Mieliśmy przynajmniej dwa lata słabszych wyników, ale nie spadły one finalnie poniżej zera. Prywatnie w 1997 roku taki przypadek wydarzył się u mnie


KL: Bolało?


A: Gdybym tak zaczynał swoją karierę na pewno byłby to powód, aby jeszcze mocniej pracować. W momencie, kiedy wiedziałem dlaczego taki wynik miał miejsce po prostu przyjąłem go do wiadomości. W 1998 było już poprawnie


KL: Co Twoim zdaniem jest ważniejsze na rynku. Narzędzia czy psychika


A: Nie da się tych dwóch elementów rozgraniczyć. Główny błąd jaki popełniają moi słuchacze polega na wymyśleniu strategii, których później ich psychika nie będzie potrafiła realizować w rzeczywistym handlu. Zdecydowanie prościej jest wejść na dobrą ścieżkę strategii inwestycyjnej niż utworzyć w sobie schemat radzenia sobie chociażby z procesem zajmowania pozycji.


KL: Wracając do teorii nigdy w swoim życiu nie zbankrutowałeś. Panuje obiegowa opinia, iż dopiero drugie bankructwo prowadzi do udanego tradingu


A: Wystarczy, iż moi rodzice zbankrutowali raz. To wymagało od nas wielkiej determinacji w kreowaniu procesów wypłynięcia na powierzchnię. Mogę powiedzieć, iż z tego punktu widzenia całe moje życie to jeden wielki cud. Na szczęście trochę pomogłem w tworzeniu owego cudu


KL: Wspomniałeś o słuchaczach. Ja wiem, iż w Rosji wiele rzeczy da się zdobyć w podziemiu a jak już powiedzieliśmy google na Twój temat wie niewiele. Kim są owi słuchacze i jak Cię znaleźli


A: To nie jest tak, iż żyje w podziemiu. Gdybyś napisał ten wywiad w języku rosyjskim i umieścił gdzieś na stronach mojego kraju to każdy wiedziałby, do której kamienicy trafić, aby dowiedzieć się tego i owego o strategiach rynkowych


KL: Brzmi trochę partyzancko, ale wracamy jak sądzę do słowa klucz „prywatność”


A: Kiedyś zrozumiesz, iż „prywatność” to słowo klucz (długo czekać nie musiałem, wywiad rejestrowany był w styczniu -dopisek KL)


KL: Wróćmy jeszcze na chwilę do szczegółów inwestycyjnych. Forex?


A: Pozycje walutowe to duża część mojej działalności, ale to działalność na Interbanku


KL: Kontrakty terminowe?


A: Obecne, ale 70% decyzji wciąż dotyczy rynku akcyjnego


KL: Czyli klasyka


A: Klasyka jest najpiękniejsza


KL: Zapytam więc o ową klasykę. Amerykański rynek akcyjny. Jesteś z amatorów szukania na nim górki, przewartościowania, wieszczenia krachu


A: Szukać to ja mogę obecnie najwyżej swoich okularów. Znasz kogoś kto zarobił na szukaniu jakiejkolwiek górki, szczytów itd.


KL: Jak tylko indeksy chwilowo nurkują to przewidział to przecież każdy


A: Właśnie. Teoretyzowanie to nie moja bajka. Jeżeli ktoś nie postawi na dany scenariusz znaczącej z jego punktu widzenia kwoty to takie przewidywania mają zerowe znaczenia. Jak postawi to zresztą także


KL: Rozumiem, iż modele które stosujesz wciąż nakazują przynajmniej strategię „hold”


A: Nie będę ukrywać, iż gra z trendem to u mnie podstawa. Jeżeli wykorzystuje amerykański rynek akcyjny to oczywiście jest to pozycja długa.


KL: Rozumiem, iż na azjatyckim musiałeś często kombinować z krótką sprzedażą


A: Oczywiście i nie był to łatwy proces. Zresztą nawet obecnie znalezienie optymalnych rozwiązań do zajmowania pozycji krótkiej nie jest wcale takie łatwe. Nie mówimy tutaj o jakichkolwiek CFD czy nawet kontraktach terminowych. Rynek opcyjny także nie jest optymalny. Jak chodziłem po bankach tak dalej chodzę.


KL: Kontrowersyjne pytanie- analiza techniczna czy fundamentalna


A: Tylko techniczna. To ona pozwala na precyzyjne parametry zleceń. Mam nadzieje, iż te 20 lat temu dosyć dosadnie przetłumaczyłem Ci ową teorię


KL: Oczywiście, że tak, ale wiesz, iż każdy chciałby odpowiadać, iż trzeba łączyć te dwie techniki


A: Jestem zdecydowanym przeciwnikiem


KL: Na koniec pytanie. Kiedy powiesz sobie „dosyć”


A: Oddałem rynkom finansowym całe swoje życie. Oczywiście od dłuższego czasu mam już inne priorytety, ale nie ma takiej możliwości, aby mój rachunek inwestycyjny nie został ze mną do ostatnich chwil.


KL: Twoje dzieci działają w innych branżach. Może wnuki będą znanymi traderami?


A: Wnuki są już w takim wieku, iż wiedzą w jakim kierunku na pewno nie pójdą. To raczej nie jest ich bajka


KL: Dziękuje za tę rozmowę, którą zamierzam upublicznić, jak tylko uporam się z dokładniejszym przetłumaczeniem. Otworzysz na 80 urodziny rachunek na GPW?


A: Polecasz?


KL: To już szybciej chyba ja otworze w Rosji


A: To ja zadebiutuje na GPW. Obiecuje


Poniżej zajawka drugiej części rozmowy- już o samych technikaliach Kagi


KL: W czasie naszego ostatniego spotkania prosiłem Cię o zbadanie średniego nachylenia linii trendu Kagi na bazie którego można podejmować kluczowe decyzje dotyczące alokacji. Oczywiście dla mnie to wciąż kilka realnych przykładów z rynku akcyjnego ale także wrzucenie wszystkich danych do arkuszy Kagi, które czarno na białym miały pokazać przewagę tej techniki nad masowymi świeczkami.


A: Teoria nachylenia linii trendów Kagi to bardzo dobry rozdział na książkę, którą sam powinieneś napisać


KL: Z samych danych GPW byłoby owszem tego kilkadziesiąt stron. Wracając jednak do meritum u mnie owe nachylenie linii trendu wynosi średnio 4,28% co przekłada się w ujęciu dziennym na około 2 sesje przewagi. Przy naszej płynności to kluczowy czasami element


A: Nachylenie rzędu 4,28% rzeczywiście krążyło także wokół moich wartości, aczkolwiek nigdy nie używałem akurat tej teorii do pozycjonowania akcji. Pamiętaj, iż na rynku japońskim sprawa płynności nie miała aż takiego znaczenia, bo rozumiem, iż Twoje badania miały za zadanie udowodnić, iż jest szansa na skorzystania z nadpłynności popytowej przy wcześniejszym przełamywaniu linii trendu


KL: Druga kwestia to wyprzedzanie sygnałów na załamaniu, czyli budowanie pozycji przed zamknięciem okienka czasowego. Czy to według Ciebie ma sens


A: Jestem przeciwnikiem takiego postępowania, chociaż przy korzystnych warunkach prowizyjnych wyprzedzanie sygnałów ze stopem w rejonie błędnego punktu załamania miało swoje plusy. Im dłuższy horyzont inwestycyjnym tym ten sens jest większy, co także pokazały Twoje arkusze danych 60minutowych


KL: Tak, systemy wyprzedzające mają zdecydowanie mniejsze obsunięcia kapitału, ale teoria ta sprawdza się tylko do momentu niskich kosztów transakcyjnych co w przypadku głównych par walutowych oznacza kwoty rzędu 2-3$. Zdecydowanie jednak przełamywanie kolejnych linii załamania może zmienić nam deltę a to już prowadzi do bardzo ciekawych wniosków


A: Właśnie, przełamywanie poziomów przy zajmowaniu pozycji ma naprawdę potencjał przy budowaniu systemu transakcyjnego…..

242 wyświetlenia